|
sobota, 16 sierpnia 2008
To jedna z najładniejszych drewnianych cerkiewek, jakie widziałam. Możliwe, że uroku dodał jej fakt, że moment, w którym ją odwiedzaliśmy, był jedną z niewielu słonecznych chwil podczast tegrocznego urlopu. Tak, czy inaczej, wydała mi się szalenie urokliwa. Wybudowano ją w latach 1801-1803, a potem rozbudowano w roku 1836, ale podobno pierwsze zapiski o świątyni w tym miejscu pochodzą jeszcze z XVI wieku. Jest jedną z nielicznych zachowanych cerkwi w stylu wschodniołemkowskim. Ma wyraźną trójdzielną budowę i jest skierowana na wschód. Na dachu natomiast ma charakterystyczne wieżyczki z krzyżami. Obok głownego budynku stoi ciekawa dzwonnica zbudowana w 1817 roku, która jest nastarszą i najwyższą tego typu budowlą na Łemkowszczyźnie. Cerkiew prezentowała się tak Samo podejście do niej jest już urokliwe. Zanim wdrapałam się na górę, musiałam wydobyć aparat :) Takie wrażenie robi, kiedy wejdzie się już po tych zaczarowanych schodkach. A tak prezentuje się z drugiej strony. Krzyż, który widać na pierwszym planie stanął tam dopiero w 1938 roku dla upamiętnienia rocznicy chrztu Rusi. A to ta sama strona, tylko z nieco innego ujęcia.
A to już znacznie bliżej.
Ładna, prawda? I pogoda piękna. Aż trudno uwierzyć, że kilkadziesiąt minut wcześniej złapała nas burza, kiedy byliśmy przy Jeziorkach Duszatyńskich :)
niedziela, 10 sierpnia 2008
Żeby nie było wątpliwości informuję, że wycieczka na Gawgan była bardzo fajna, bo pełna przygód i wspominam ją dobrze. Na szlaku przecież nie zobaczyłabym śladu wilka, ani gówna żubra ;) A wspomnienie wakacji w Bieszczadach byłoby znacznie uboższe bez tej eskapady.
czwartek, 07 sierpnia 2008
To była jedna z pierwszych naszych wycieczek w tym roku. Postanowiliśmy zdobyć Gawgan - okoliczną górkę. Nie można jej było nazwać górą, bo ma zaledwie 665 m.n.p.m. Potem miała być jakaś ładna pętelka przez Rezerwat Gołoborze, pompę z cudowną wodą i Roztoki Dolne. Brzmiało nieźle, choć zapowiadała się długa trasa. Ale co to dla nas taka niska górka :) Wyszliśmy z kwatery i odnaleźliśmy drogę, która po przejściu przez potok prowadziła we właściwym kierunku. Szybko jednak się okazało, że to złudzenie, poszliśmy więc trochę przez łąkę. GPS wyraźnie pokazywał, że tam będzie droga,postanowiliśmy ją znaleźć. Okazało się, że jednak jej nie ma, ale uznaliśmy, że jak wejdziemy do lasu, jakąś drogę znajdziemy. Zaczęliśmy przedzierać się przez bór i w końcu trafiliśmy na coś, co ostatecznie można nazwać drogą - zaletą tego czegoś było wyłącznie to, że nie trzeba było przedzierać się już przez chaszcze. Za to błoto było koncertowe - buty grzęzły po kostki. Moje nie były tak nieprzemakalne jak być powinny. Zresztą chwilami błoto wlewało się i tak górą :) Rozstaliśmy się z tą dróżką szybciej, niż się spodziewaliśmy, bo zaczęła iść w niewłaściwym kierunku. Znów trzeba się było przedzierać przez gąszcz. Potem znów jakaś "droga". Taka sama jak poprzednio, tyle, że ta urwała się na jakiejś łączce. Usiedliśmy wtedy na chwilę żeby odsapnąć. Wokół nas rosły osty, które miały ponad dwa metry wysokości.Nie udało mi się ich uchwycić w pełnej krasie, ale z grubsza wyglądały tak. ![]() My za to wyglądaliśmy jak poniżej ![]() ![]() Pogoda chociaż wyglądała zachęcająco, choć niestety okazało się to złudne. ![]() Nic to, uznaliśmy, że trzeba iść dalej. Jeszcze parę razy trafialiśmy na kawałki dróg, które potem szybko się kończyły. Zawsze były takie same. Zauważyliśmy, że od pewnego momentu wzdłuż naszej trasy pojawiały się znaki z biało-czerwonej taśmy, które świadczyły o tym, że ktoś wytyczał trasę przez tę dzicz. Byliśmy już nieźle zmordowani, ale jakoś raźniej się szło, kiedy widzieliśmy, że nie tylko my się przedzieramy tamtędy. Żeby było mało utrudnień, w pewnym momencie zerwała się burza i ostra ulewa. Przez dłuższą chwilę czekaliśmy pod drzewem licząc, że przejdzie. Niebo nie było bardzo zasnute, więc była nadzieja, ale i tak lało solidnie. Staliśmy tam pod drzewem pod wrażeniem śladu, który przypadkiem odkryłam parę chwil temu. Wyglądało na to, że to był ślad wilka. Nikt chyba tam się nie przedzierał z psem. Nie zrobiliśmy niestety zdjęć, bo już padało. W tej samej okolicy widzieliśmy coś, co mogło być odchodami żubra, więc można chyba uznać, że tam było dość dziko ;) Jak deszcz trochę zelżał, poszliśmy dalej. Teraz musieliśmy jeszcze przedzierać się przez mokrą trawę sięgającą do pasa. Miłe to nie było. Do tej pory pamiętam jak mokre spodnie kleiły mi się do ciała. Bleee W końcu zdobyliśmy szczyt i poczuliśmy niemałe rozczarowanie. Cały szczyt był zalesiony. Żadnych widoków, bez szans na zdjęcia. Trzeba więc było się dalej przedzierać. Tym razem szliśmy po jeżynach, które sięgały do kolan i czepiały się ubrań utrudniając podnoszenie nóg. Potem były maliny. I już w malinach dopadł mnie kryzys. Pan gnał przed siebie, bo chciał to mieć już za sobą, a ja przeklinałam w myślach tę górę cholerną. Nogi z trudem odrywały się od ziemi i wyplątywały się z bujnej roślinności. Na szczęscie w końcu wyszliśmy na skoszoną łąkę i mogliśmy chwilę odpocząć. Kiedy tam siedzieliśmy jedząc batony z niepokojem zaczęliśmy się przyglądać temu, co przed nami. Wszystko wskazywało na to, że tam jest jakiś potok. Uznaliśmy, że przeprawimy się przez niego za każdą cenę - za nic nie chcieliśmy wracać na Gawgan :) Potok był rzeczywiście dość spory, ale daliśmy mu radę i w końcu wyszliśmy na szutrówkę. Dalej już mogło być tylko lepiej. Droga malowniczo prowadziła nas we właściwym kierunku. ![]() Po drodze, zgodnie z planem, zaliczyliśmy Rezerwat Gołoborze. Było warto. Jeśli ktoś nie był, a zabłądzi gdzieś w tę okolicę, polecam serdecznie. Już samo wejście kusi do zwiedzania. ![]() Przyznaję, że te dwa zdjęcia zrobiłam już podczas innej wycieczki. Tego dnia nie było już sił i nastroju. Goniła nas kolejna ciemna chmura i wyglądało na to, że znów nas zmoczy. Na szczęście odbyło się bez dalszych przygód. Dotarliśmy do kwatery, kiedy zapadał zmrok. Ostatnie kilometry były wyjątkowo ciężkie. Droga szła dość ostro pod górę, a my mieliśmy w nogach jakieś 20 km. No, ale zdobyliśmy ten dziki szczyt i przeżyliśmy parę fajnych chwil. Warto było :)
niedziela, 03 sierpnia 2008
Podczas jednej z wycieczek (przyznam, że nie pamiętam dokąd wtedy jechaliśmy), trafiliśmy do Średniej Wsi. Zdecydowaliśmy się zatrzymać, żeby obejrzeć piękny drewniany kościół. Podobno najstarszy w Bieszczadach. Rzeczywiście było warto. Kościół pod wezwaniem Wniebowzięcia Matki Bożej został zbudowany w XVI wieku. Obok budynku kościoła znajduje się także ciekawa dzwonnica, która pełni również rolę bramy wejściowej. Tak wygląda kościół zanim się wejdzie na jego teren ![]() A to już z bliska ![]() ![]() ![]() A tak wygląda dzwonnica ![]() Niestety do środka nie weszliśmy, a szkoda. Jak można przeczytać w Wikipedii, kiedyś nazwa tej miejscowości brzmiała Terpiczów, a pierwsze wzmianki o niej pojawiły się w dokumentach już w 1376 roku. Sama wieś ma ciekawą historię. Terpiczów bowiem podzielił się na trzy części - Przedni, Średni oraz Zadni :) Terpiczów Przedni z czasem przyjął nazwę Bachlowa (potem Bachlawa), a Średni i Zadni zmieniły się w Średnią Wieś. Miejscowość ta stanowiła siedzibę rodu Balów, którzy założyli kilkadziesiąt wsi w Bieszczadach (byli właścicielami m.in. wsi: Terka, Cisna, Hoczew, Baligród, Łopienka, Wołkowyja). W tej chwili najciekawszym zabytkiem w Średniej Wsi jest kościół. Poza nim zostały jeszcze fragmenty parku dworskiego. Tu jest oficjalna strona kościoła Można na niej zobaczyć także jego wnętrze.
piątek, 01 sierpnia 2008
To trochę potrwa, zanim się pojawią konkrety. Na razie klaruje się koncepcja. Na początek więc parę zdjęć z różnej parafii zrobionych dosłownie przed kilkoma dniami. Kto raz widział to miejsce, nie może go nie pamiętać. Siodło Tarnicy ![]() Jeszcze parę chwil i wejdziemy na Halicz. ![]() Nisko wiszące chmury zniechęciły nas tym razem do dalszej wycieczki. Za chwilę zaczął padać deszcz, a my wróciliśmy w to samo miejsce kilka dni później. ![]() Znów coś mokrego - tym razem burza nad Jeziorkiem Duszatyńskim ![]() W Bieszczadach nawet błoto może ładnie wyglądać :) ![]()
czwartek, 31 lipca 2008
|
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Ciekawe strony
Księga gości
Napisz do nas
Nie polecamy
Polecamy
|